Usłyszała, że zostało jej tylko pół roku życia. Obwinia o to swoją rodzinę.

Wczoraj na profilu na Facebooku o nazwie „Anonimowe Wyznania” pojawiła się wstrząsająca historia. Jest poruszająca do głębi i trudno nie uronić przy niej łzy. Dlatego zdecydowaliśmy się ją przytoczyć. Mamy nadzieję, że pomoże ona uchronić niektórych przed chorobą lub tak jak w wypadku tej młodej mamy przed śmiercią…

 

Miłość, rodzina i szczęśliwe życie

Do wczoraj byłam bardzo szczęśliwą osobą. Historia o tym, jak moje życie legło w gruzach.
Mam 28 lat, wspaniałego męża, cudowną 1,5-roczną córcię, żyjemy na dość dobrym poziomie. Pochodzę ze skromnej, niezbyt zamożnej rodziny, ale jakoś nigdy mi specjalnie niczego nie brakowało, choć jak to w życiu bywa nie wszystko było idealnie, ale jak dziś o tym pomyślę, to miałam w miarę fajne dzieciństwo, gdyby nie jeden szczegół, ale o tym później.
W szkołach miałam swoją grupkę znajomych, jak prawie każda nastolatka. Swojego męża poznałam w liceum, ale długo między nami nic nie było. Poszliśmy na ten sam kierunek studiów, tam między nami zaczęło się coś dziać, na ostatnim roku mi się oświadczył. Potem zaczęliśmy wspólne życie, praca, wynajęte mieszkanie itd. Potem wzięliśmy ślub, kupiliśmy fajne mieszkanie, urządziliśmy się i żyło się nam dobrze. Prawdziwą radością była dla nas wiadomość o mojej ciąży


 

Wstrząsająca diagnoza

Pierwsze miesiące po narodzinach córci nie były łatwe, mała mocno nam dała w kość, ale przetrwaliśmy i to, a córa wyrosła z etapu częstego płaczu i znów wszystko zaczęło się dobrze układać, do teko stopnia, że zaczęliśmy myśleć o kolejnym dziecku.
W tym czasie zachorowałam, wydawałoby się, że to nic takiego, gorączka, katar, kaszel – klasyczna grypa. Poszłam do lekarza, dostałam leki, ale kaszel nie mijał. Zostałam skierowana na prześwietlenie płuc i wtedy zaczął się koszmar.Na płucach widać było dziwne cienie, dalsze badania i najgorsza z możliwych diagnoz: rak płuc, zaawansowane stadium, brak szans na wyleczenie. Zostało mi maksymalnie pół roku życia…

Gdy to piszę, moja córka śpi sobie spokojnie w łóżeczku, nieświadoma tego, że nawet nie będzie pamiętać swojej mamy, a ja żyję nadzieją, że uda mi się dożyć co najmniej jej drugich urodzin… Ale świadomość, że wkrótce zostawię męża i córkę samego, że mała nie będzie rozumieć dlaczego mama nagle znikła, że przegapię tyle ważnych momentów w jej życiu, to chyba jest najgorsze.


 

„Papierosy były w moim domu od zawsze”

Ale dlaczego napisałam wcześniej, że w moim domu nie wszystko było tak jak należy? Ano dlatego, że od zawsze były tam papierosy. Mama paliła przed ciążą, w czasie ciąży też nie przestała. Palił też tata, babcia i dziadek, z którymi mieszkałam. Fajki były obecne przez całe moje dzieciństwo, nawet mam jedno zdjęcie, podpisane z tyłu „12 dzień”, jak jestem przy „cycku” mamy, a ona w ręce ma fajkę, a obok babcia również z petem, a na stole pełna popielniczka. Nikt nigdy nie widział w tym nic złego…
A teraz właśnie przez to ja umieram, przez to cierpieć będzie mój mąż i dziecko. Ja nigdy fajki u ustach nie miałam, a lekkomyślność mojej rodziny sprawiła, że będę umierać w cierpieniu.
Dlatego napiszę tutaj też apel: jak chcecie, to trujcie siebie, ale nigdy nie palcie w obecności dzieci… To naprawdę zabija!
Mamy nadzieje, że wszyscy, którzy będą mieli ochotę sięgnąć po papierosa przy dziecku, a przeczytają to wyznanie, przemyślą swoje zachowanie dwa razy.

 

Palenie zabija! Realnie zabija!

_________________________
*Zdjęcia mają charakter poglądowy

 

Podziel się na facebooku!

Komentarze
Loading...
error: Content is protected !!